Przegrane święto demokracji

Drukuj

Często o wyborach mówi się, że to święto demokracji, często wszyscy, którym demokracja jest bliska przekonują, że na wybory chodzić trzeba i wypada. Czasem jednak dzieje się coś, co cały ten wysiłek niweczy. Taki efekt ma wpadka PKW z systemem informatycznym obsługującym wybory.

Niby tylko padł system komputerowy, niby tylko opóźnia się podanie wyników, ale ….

Kiedy w wieczór wyborczy prezes PIS mówił o nieprawidłowościach w procedurach wyborczych, to pomyślałam: znowu prezentuje spiskową teorie dziejów, przecież po historiach ze sztuczna mgła, teorią wybuchu, już nikt nie potraktuje tego poważnie. Jednak mija trzeci dzień po wyborach, wyników nie ma, kolejne zdjęcia pokazują bałagan w komisjach, pojawiają się komunikaty o wynikach nieistniejących kandydatów. Co mamy w efekcie? Już nie tylko PIS mówi o powtórzeniu wyborów. Kilku moich znajomych, którzy nigdy nie mówili o przekrętach wyborczych, zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem prezes nie ma racji, czy ktoś nie oszukuje, ktoś czegoś nie chce ukryć lub zmieniać w wynikach. Wielu przeciętnych wyborców, teraz tylko żartuje z kłopotów PKW, ale na następne wybory nie pójdzie.

W ten sposób jedna spóźniona decyzja (o przetargu), jedna nieduża w skali kraju oszczędność (kwota w ofercie za system informatyczny) i jedna nietrafiona decyzja (wybór firmy bez doświadczona) oraz zlekceważenie zagrożenia (brak audytu systemu) przyniosły skutek nieodwracalny – brak wiary całej rzeszy Polaków w demokrację, w państwo.

Dlatego chyba najwyższy czas na działania nadzwyczajne, wspólne działanie wszystkich opcji politycznych, na porozumienie jak w czasie kryzysu. Czas, również na to, żeby poleciały głowy, bo system informatyczny wyborów to sprawa dużo poważniejsza niż brak biletów na Pendolino. Awaria systemu PKP jest nawet śmieszna, zaś bałagan i nieudolność PKW zabrały nam wszystkim fundament naszego bezpieczeństwa, wiarę w wolne, demokratyczne wybory, w święto demokracji. Odebrano nam wiarę, która niektórym już nigdy nie zostanie zwrócona, bo stracić zaufanie jest łatwo, odzyskanie bywa niemożliwe.

Czytaj również
  • Piotr Raźniewski

    E tam, po prostu Polacy są coraz głupsi. Znają się na wszystkim, tylko nie na tym, na czym znać się powinni. Tegoroczni maturzyści na korepetycjach z chemii nie potrafią bez kalkulatora pomnożyć przez 10 albo podzielić przez 100. Szok. Chemia jest na maturze nieobowiązkowa i mówię tutaj o kandydatach na lekarzy i na stomatologów, tam trzeba mieć na rozszerzonej minimum 90% z chemii. I nikt mi nie wmówi, że lekarzowi się matematyka nie przyda, bo jak pomyli dawkę lekarstwa to może zabić. Wracaj do komisji: kiedyś ludzie byli wstanie ręcznie zliczyć głosy (były tylko kalkulatory) i podać wyniki w poniedziałek wieczorem, góra we wtorek rano. Pamiętam takie czasy. Teraz jak padł system to się okazało, że nikt nie potrafi tego zliczyć i nawet nikomu się nie chciało. W komisjach sami specjaliści od wszystkiego, tylko nie od liczenia. Wpisanie danych do arkusza excel to była czarna magia.