„Orientacja seksualna jest w sercu i mózgu, a nie w genitaliach”

Drukuj

Kilka dni temu znany seksuolog, profesor Zbigniew Lew-Starowicz, przeprosił osoby homoseksualne za leczenie elektrowstrząsami w czasach PRL. Tytuł jest cytatem z jego wypowiedzi i pokazują jak na Świecie zmienia się spojrzenie na gejów i lesbijki.
Zmieniają się nie tylko poglądy specjalistów, ale też całych społeczeństw. Jeżeli spojrzymy na prawa osób homoseksualnych w dzisiejszej Europie (i Świecie), na wskaźniki dotyczące akceptacji homoseksualizmu wśród społeczeństwa, to widzimy ile jeszcze powinniśmy w Polsce nadrobić. Musimy zacząć działać w kwestii praw osób homoseksualnych, walki z dyskryminacją oraz związków partnerskich w Polsce.

Dlaczego jestem zwolennikiem wprowadzenia w Polsce związków partnerskich zarówno dla par homo, jak i heteroseksualnych?

Po pierwsze, coraz więcej krajów UE pozwala na zarejestrowane związki i małżeństwa jednopłciowe.  Z  tych praw chcą też skorzystać obywatele Polski, będący w związkach z mieszkańcami innych krajów UE. Kiedy do kraju wracają osoby będące w takim związku, zawartym w innym kraju UE, mają liczne problemy prawne. Ilość takich przypadków będzie się zwiększać wraz z liczbą Polaków emigrujących z kraju i wracających do niego. Nie unikniemy rozmów o związkach partnerskich i musimy kiedyś uznać status polskich obywateli będących w związkach jednopłciowych.

Po drugie, nie widzę powodu, dlaczego polscy obywatele mają mieć mniejsze prawa niż obywatele innych krajów europejskich. Prawo zawierania związków partnerskich jest już prawem powszechnym w UE, nawet w państwach o silnych korzeniach katolickich, jak Irlandia. Powiem więcej, brak takiej możliwości oraz brak możliwości zapisania w Urzędzie Stanu Cywilnego związku zawartego za granicą, uważam za jawną dyskryminację.

Po trzecie, świat się zmienia i młodzi ludzie coraz mniej chętnie zawierają małżeństwa. Instytucja związku partnerskiego mogłaby pomóc wielu ludziom żyjącym obecnie w konkubinacie uporządkować swoje sprawy tak, żeby w sytuacji losowej: choroby, śmierci partnera, ich los był lepszy. By mogli być z bliskimi w szpitalu, dziedziczyć, mieć zabezpieczoną przyszłość.

Po czwarte, formalizowanie związku wpływa korzystnie na jego długość, a z wielu powodów dla społeczeństwa korzystne są stabilne związki i rodziny, a niekorzystne są częste zmiany partnerów (zarówno tych homo jak i heteroseksualnych).

Jak wyobrażam sobie taki związek partnerski i jak powinien różnić się od małżeństwa, a w czym być podobny?

Przede wszystkim, związek partnerski powinno się zawierać podobnie jak małżeństwo w Urzędzie Stanu Cywilnego (ci, którzy tego pragną powinni móc mu nadać odpowiednio uroczystą oprawę, przyzwalająca na podkreślenie ich uczuć). Inna natomiast powinna być procedura rozstania, łatwiejsza niż w małżeństwie. Zachęciłoby to również pary heteroseksualne, nieformalne do uporządkowania swojej sytuacji.  W sytuacji zgody obu stron, wystarczyłoby wspólne podpisanie decyzji o rozstaniu w obecności urzędnika USC.

Myślę, że zakres praw takiej pary też powinien trochę się różnić od praw małżonków. Zaraz po zawarciu związku partnerzy zyskiwaliby te same uprawnienia np. do dziedziczenia, wizyt w szpitalu i informacji o stanie zdrowia, odebrania przesyłki pocztowej,…. . Jednak prawo do wspólnego opodatkowania, darowizny lub dziedziczenia z zerową stopa podatkową (jak w pierwszej grupie) nabywałoby się dopiero po jakimś czasie (dwóch, trzech latach). Takie rozróżnienie wprowadziłabym ze względu na łatwiejsze, niż w wypadku małżeństwa, nadużycia, pozwalające na niepłacenie podatków w sytuacjach biznesowych. Podobne prawo nabywaliby partnerzy, przed upływem tego okresu, w momencie posiadania wspólnych dzieci. O szczegółowe rozwiązania powinni zadbać prawnicy. Taki model pomógłby wielu ludziom uporządkować swoje życie, zabezpieczyć bliskich, a również  stałby się pierwszym krokiem do równych praw wszystkich obywateli.

Wielu przeciwników związków partnerskich mówi, że wszystkie prawa można zagwarantować na drodze umów cywilnoprawnych.  To nie jest prawdą.

Wyobraźmy sobie dwie staruszki, mieszkające ze sobą i kochające się od ostatnich trzydziestu lat. Jedna z nich, nazwijmy ją Basia, wprowadziła się na początku ich związku do mieszkania spółdzielczego drugiej np. Asi. Mieszkały tam razem w szczęściu i zgodzie, a po kilku latach Asia, ta zamożniejsza, wykupiła mieszkanie i mieszkały dalej razem. Ponieważ Asia miała dobry zawód i zarabiała więcej, ale dużo pracowała, więc jej partnerka przeszła na wcześniejszą emeryturę i zajęła się domem. Niestety Asia, już staruszka, nagle zachorowała i mimo opieki Basi (wpuszczonej do szpitala przez miłe, chociaż łamiące prawo pielęgniarki), zmarła.

Czym  różni się sytuacja Basi od sytuacji świeżo owdowiałej, bezdzietnej wdowy z mieszkania obok?

Nawet, jeśli Asia jej zapisała mieszkanie w spadku, to podatek Basia zapłaci jak osoba obca. Dodatkowo mając bardzo niską emeryturę (ich wspólna decyzja o wcześniejszej emeryturze Basi) nie ma prawa do żadnej części emerytury partnerki. A w ilu takich sytuacjach nawet testamentu nie ma, bo śmierć zaskoczyła jednego z partnerów i mieszkanie odziedziczy dalsza rodzina?

Nie bądźmy, więc, jak pies ogrodnika – jeśli nie czujemy potrzeby korzystania ze związku partnerskiego, to nie musimy zabierać tego prawa innym.

Pamiętajmy, że prawo do związków partnerskich to coś, co uszczęśliwi jednych, a nie zabiera nic pozostałym. To realizacja jednego z podstawowych praw jednostki – prawa do szczęścia. Mając rodzinę (męża i córkę), wiem, jakie ważna jest rodzina w życiu każdego człowieka, jakie daje poczucie szczęścia i bezpieczeństwa. Pozwólmy innym ludziom żyć szczęśliwie.

PS. Fragmenty tego tekstu są autoplagiatem z mojego wpisu z 2011 roku. Tamte przemyślenia pozostały niestety aktualne.

Czytaj również