Obywatelskie nieposłuszeństwo – prawo czy obowiązek

Drukuj

Wspólny tekst z drem Marcinem Gołaszewskim.

„To, czy ktoś powstaje przeciwko bezprawiu, nie jest kwestią jego światopoglądu lecz serca.” Ernst Wiechert

Wybory z października 2015, do władzy dochodzi Prawo i Sprawiedliwość. Kierunek zmian, które proponują rządzący, ale też sposób ich przeprowadzania, szybko zmieniły nie tylko całkowicie obraz sceny politycznej w Polsce, ale doprowadziły też do obudzenia społeczeństwa obywatelskiego i wzrostu poparcia dla aktywnej wobec działań ograniczających demokracje partii Nowoczesna.

FullSizeRenderDemonstracje i różnego rodzaju aktywności, podjęte próby obrony podstaw demokratycznego państwa prawa, a przede wszystkim praw podstawowych jednostki, wskazują bezsprzecznie na kształtowanie się w Polsce społeczeństwa obywatelskiego i wzrost świadomości praw obywatelskich wśród Polaków.

Od początku przejęcia władzy przez PiS rodziło się pytanie, na ile obywatele mają prawo do wyrażenia sprzeciwu wobec legalnie wybranej władzy, której legitymacja jest wprawdzie niezwykle słaba ze względu na wyjątkowo niską frekwencję wyborczą i wynik na poziomie 38%, ale pochodzi z wyborów powszechnych. Ponadto stawało się coraz bardziej aktualne pytanie o formę sprzeciwu w sytuacji, gdy rząd łamie prawo, ogranicza prawa opozycji, nie szanuje konstytucyjnej zasady podziału władzy, a także i przede wszystkim w całym majestacie prawa dąży do ośmieszenia, zdeprecjonowania, zniszczenia dotychczasowych osobistości zarówno życia politycznego, jak i społecznego, autorytetów kultury i sztuki, które dotychczas uchodziły za niepodważalne wzorce i zasługiwały na tak rzadkie w naszych realiach określenie „męża stanu”. Ponadto PiS próbuje kwestionować, podważać opinie uznanych i cenionych na świecie gremiów, takich jak Komisja Wenecka czy Rada Europy.

Spójrzmy na rozwój prawa do sprzeciwu wobec legalnie wybranej władzy na przykładzie wymownych cytatów zarówno z historii chrześcijaństwa, myśli filozoficznej, jak i nowożytnych i nowoczesnych teorii funkcjonowania demokratycznego państwa prawa.

Kwestia sprzeciwu wobec legalnie wybranej władzy oraz ruchu oporu względem władcy były tematem przemyśleń nie tylko filozofów ale także ojców Kościoła już od początków chrześcijaństwa.

W starożytności Sofiści podnosili zarzut, iż prawo spisane jest jedynie punktem wyjścia do sprawowania władzy i dlatego nie może rościć sobie prawa do legitymizacji wszelkich czynów władcy, gdyż jest przez niego określone w swoich granicach. Punktem wyjścia do dyskusji filozoficznych była kwestia mordu na despotycznym władcy i moralnego usprawiedliwienia takiego czynu.

W teologii chrześcijańskiej ważną rolę odgrywała argumentacja wczesnochrześcijańska. W liście św. Pawła do Rzymian (13, 1-2) przeczytać możemy następujący fragment:

„Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia”.

Jednakże już w średniowieczu św. Tomasz z Akwinu podjął się w „Sumie teologicznej” próby uściślenia tych pojęć, a prawo do obrony wartości uniwersalnych, w tym wiary i praw jednostki, które były pogwałcane przez władcę, było szeroko dyskutowane i poddane analizie. „Raczej tyran jest buntownikiem, gdyż podtrzymuje niezgody i bunty, aby bezpiecznie mógł rządzić” – pisał Tomasz z Akwinu o sprzeciwie wobec władzy tyrana. W jego ocenie władza tyrańska nie może być sprawiedliwa, gdyż „nie kieruje się ku dobru wspólnemu, ale ku prywatnemu dobru rządzących.” Następnie sklasyfikował on ruch oporu wobec władzy zwierzchniej nie jako bunt, a uzasadnione zarówno moralnie, jak  i prawnie działanie w celu przywrócenia boskiego porządku oraz funkcjonowania i przestrzegania prawa jednostki:

Dlatego sprzeciw wobec tej władzy nie jest buntem – chyba, że byłby to sprzeciw tak nieuporządkowany, iż społeczność więcej utraciłaby na skutek samego sprzeciwu niż na skutek rządów tyrana. […] Na tym właśnie polega tyrania, że celem jej jest własne dobro rządzących ze szkodą dla społeczności.”

Wyjątkowo trafnie analizuje te kwestie Wolfgang Huber, były ewangelicki biskup Berlina i Brandenburgii w swojej książce „Sprawiedliwość a prawo – podstawy chrześcijańskiej etyki prawa”. Podkreśla on, iż władza zwierzchnia, porządek prawny, a tym samym i lojalność obywateli muszą zostać usankcjonowane, gdy „organy państwa ignorują i podważają prawa człowieka i prawa podstawowe, elementarne zasady demokratycznej sprawiedliwości i demokratycznie przyjęte formy postępowania.” W sytuacji, gdy mamy do czynienia z tak ewidentnym łamaniem prawa na pierwszy plan wysuwa się pojęcie oporu wobec legalnie wybranej władzy. Huber wyróżnia trzy formy sprzeciwu: od formy oporu w jej najszerszym znaczeniu wobec działań innych rozumianej jako akty solidarności i różnego rodzaju działań o charakterze strajku, przez jego węższe znaczenie polegające na obywatelskim nieposłuszeństwie, aż po znaczenie właściwe i najwęższe, definiujące opór jako aktywny, który obejmuje także akty z użyciem przemocy. Prawo do oporu wskazuje bowiem jego zdaniem na znaczenie odwagi cywilnej i świadomości obywatelskiej w zderzeniu z realiami państwa niedemokratycznego, w którym zachwiana zostaje relacja pomiędzy poszczególnymi organami władzy konstytucyjnej, a prawa jednostki są drakońsko ograniczane.

Z punktu widzenia chrześcijańskiej etyki prawa to troska o drugiego człowieka dopuszcza podjęcie walki wobec władzy, która te prawa ogranicza. Huber powołuje i zbliża się w swojej argumentacji amerykańskiemu myślicielowi i zwolennikowi transcendentalizmu Henry David Thoreau (1817-1862), który twierdził, iż prawo przestaje być prawem, gdy jest ono tak stworzone, aby uczynić z ciebie ramię do wykonywania bezprawia na innym człowieku. Zarówno w argumentacji Hubera, jak i Thureau widać wyraźnie, na czym polega zasadnicze kryterium legalności oporu wobec władzy, a mianowicie na spojrzeniu oddolnemu od obywatela i ograniczaniu jego praw i wolności.

Niezwykle kontrowersyjna ale i wyraźnie jednoznaczna jest ocena Hubera postaw neutralnych w sytuacjach zagrożenia porządku prawnego i demokratycznej formy rządów. Bezczynność przyczynia się w jego ocenie do tego, iż koło bezprawia napędzane przez państwo może toczyć się dalej i pociągać za sobą kolejne ofiary. Bezczynność jest więc w jego ocenie nie działaniem neutralnym, a definiowalną i konkretną postawą współodpowiedzialności. Wszędzie tam, gdzie taka współodpowiedzialność ma miejsce, powstaje moralny obowiązek podjęcia walki w obronie wartości demokratycznych, przy czym cel powinien zostać osiągnięty w pierwszej kolejności za pomocą środków bez użycia przemocy. Dopiero, gdy takie akcje nie przynoszą skutku, możliwa staje się ich eskalacja. Huber argumentuje, iż wyłącznie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia i gdy istnieje świadomość przyjęcia na siebie winy za następstwa podejmowanych czynów, mogą być one usprawiedliwione: „Bez świadomości przyjęcia winy nie może istnieć etyczne usankcjonowanie przemocy z użyciem siły.”

Szczególnego znaczenia w definiowaniu legalności oporu wobec władzy nabierało to pojęcie w okresie drugiej wojny światowej. Także w tym kontekście hierarchowie chrześcijańscy podejmowali się próby określenia granic oporu i jego zakorzenienia w myśli chrześcijańskiej. Clemens August Graf von Galen, biskup Münster oraz kardynał Kościoła Katolickiego, jako jeden z nielicznych przedstawicieli niemieckiego episkopatu protestował przeciwko nazistowskiej polityce eksterminacji osób niepełnosprawnych i akcji „dzikiej eutanazji” przeprowadzanej masowo w szpitalach psychiatrycznych. Alegoria młota symbolizującego niedemokratyczne formy rządów i kowadła jako symbolu oporu stały się ucieleśnieniem pewnej formy walki wobec dyktatury nazistowskiej.

Bądźmy twardzi! Bądźmy mocni! Nie jesteśmy w tym momencie młotem, ale kowadłem. Inni, przeważnie obcy i odstępcy, uderzają w nas młotami, chcą odciągnąć nasz naród przy użyciu siły od prostej relacji z Bogiem. Stanowimy kowadło, a nie młot! [...] Kowadło nie potrafi i nie potrzebuje odwzajemniać uderzenia, musi być jedynie mocne i twarde! Jeśli okazuje się dostatecznie wytrzymałe, nieruchome, twarde, wtedy zwykle wytrzymuje dłużej niż młot. I niezależnie od siły, z jaką on uderza, zachowuje swoją niewzruszoną stałość. [...]

Według nowożytnej definicji prawa do oporu wobec legalnie wybranej władzy, każdy rząd ma swoje zakorzenienie w woli narodu, a tym samym jego legitymacja jest przez tę wolę usankcjonowana. Oznacza to, iż żadne państwo nie ma umocowania, aby łamać prawa człowieka, gdyż te stoją ponad prawem stanowionym. Dlatego też w każdej nowoczesnej konstytucji zagwarantowane jest prawo suwerena do obrony wartości takich, jak: suwerenność, podział władzy czy prawa człowieka. W konstytucji Republiki Federalnej Niemiec zagwarantowane jest to prawo przez artykuł 20 ustęp 4, który „przeciwko każdemu, kto chce zniszczyć porządek prawny w Niemczech, zapewnia prawo do oporu, gdy inna forma przywrócenia porządku prawnego nie jest możliwa.”

Prawo do oporu i jego wyraźne zakorzenienie w Konstytucji RFN znajduje swoje uzasadnienie w tragicznej historii Niemiec, gdy w okresie Trzeciej Rzeszy prawem określano wyłącznie to, co służyło w ocenie rządzących narodowi. Z tego wynikała logika nazistów zakładająca, iż także bezprawie, uregulowania stojące w sprzeczności z prawem oraz ignorowanie i deptanie praw człowieka oraz łamanie traktatów i porozumień międzynarodowych były obowiązującym prawem i mieściły się w jego granicach, dopóki przynosiły źle rozumianą korzyść społeczeństwu niemieckiemu.

W konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej nie ma wprawdzie bezpośredniego przepisu o prawie do oporu, jednakże artykuł 2: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej” stosowany był w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego w kontekście deficytu demokratycznego jako podstawa w wykładni orzeczniczej. W związku z tym można byłoby wyinterpretować prawo do oporu z tego artykułu. Ponadto rozdziały Konstytucji 1, 2 i 12 mówiące o prawach i wolnościach obywatelskich mają szczególne znaczenie konstytucyjne dla ustroju państwa, a ich zmiana jest dodatkowo usankcjonowana. Art. 10 konstytucji mówi o podziale władzy, należy więc do przepisów, które podlegają szczególnej ochronie konstytucyjnej.

Obecny układ sił w parlamencie, a także rząd i prezydent z PIS, pozwoliły Jarosławowi Kaczyńskiemu na frontalny atak na Trybunał Konstytucyjny, ograniczenie praw obywateli ustawami o policji, prokuraturze, czy zgromadzeniach czy likwidację wolności mediów w parlamencie. Trudno nie zauważyć, że powyższe działania kierują Polskę w kierunku państwa niedemokratycznego. Brak jakiegokolwiek dialogu ze społeczeństwem, próby narzucania woli rządzących, ostentacyjne deptanie praw opozycji i podjęcie próby gleichschaltyzacji kultury, nauki i sztuki, wskazują jednoznacznie na zapędy autorytarne rządzących.

Analizując powyższe argumenty dotyczącą możliwości sprzeciwu wobec legalnie wybranej władzy, należy zauważyć, iż masowe protesty w obronie Trybunału Konstytucyjnego, przeciwko planowanemu zaostrzeniu obowiązującego od 1997r. prawa aborcyjnego czy zmianom w systemie edukacji, są całkowicie uzasadnione koniecznością obywatelskiego sprzeciwu. Fakt, iż mobilizacja społeczeństwa następuje w tak szybkim tempie, napawa optymizmem. Polskie społeczeństwo, wprawdzie od 1989r. uśpione w letargu wynikającym z założenia, iż demokracja dana jest raz na zawsze, przebudziło się i podjęło walkę w obronie wartości podstawowych. Skonfliktowana zarówno wewnętrznie, jak i na arenie międzynarodowej Polska, nie jest tym krajem, w którym większość Polaków chciałaby żyć.

Dlatego pojawia się pytanie, na ile rządzący chcą doprowadzić do eskalacji konfliktów wewnątrz społeczeństwa i w którym momencie przekroczona zostanie czerwona linia, za którą nie będzie nic innego jak otwarty konflikt: społeczeństwo versus partia rządząca. Konsekwencje takiego konfliktu mogą być jednak trudne do oszacowania. Zadaniem partii opozycyjnych jest rola pewnego wentyla w tym konflikcie i próba zachowania w najwyższym stopniu standardów demokratycznego państwa prawa. Zarówno nowa jakość w polityce, język używany w dyskursie politycznym czy szacunek okazywany uznanym i cenionym autorytetom świata kultury, nauki i sztuki, ale i polityki, powinien być gwarantem zachowania ciągłości w warunkach zagrożenia demokracji. W sytuacji dalszej eskalacji konfliktu, kolejnych prób łamania konstytucji i deptania demokracji, czy ograniczania wolności mediów, partie opozycji ponad wszelkimi podziałami wezwać muszą do sprzeciwu obywatelskiego w każdej jego formie. Dlatego posłowie partii opozycyjnych, wobec oczywistego łamania zasad parlamentaryzmu, zdecydowali się nawet na tak ostrą postać sprzeciwu jak blokowanie mównicy sejmowej czy pozostanie w proteście na ponad 3 tygodnie na sali sejmowej. Celem tego jest w dłuższej perspektywie obudzenie Polaków, zwycięstwo w kolejnych wyborach, potem zbudowanie porządku prawnego opartego na trójpodziale władzy, a także pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej a także karnej wszystkich osób i organizacji zagrażających porządkowi ustrojowemu Rzeczypospolitej. Działań, do których determinacji zabrakło koalicji PO-PSL po rządach PIS z lat 2005-2007.

Totalna opozycja nie sprawdzi się w tych realiach. Jedynie konstruktywny dialog ze społeczeństwem, niepoddawanie się szantażowi rządzących i próby wspierania ruchów i inicjatyw obywatelskich, ale także gotowość do powiedzenia  „nie” wobec oczywistych prób łamania zasad parlamentaryzmu przez posłów, pozwolą w naszej ocenie na przełamanie monopolu PiS-u na „dobrą zmianę”. Tej zmiany nie chce w Polsce już chyba nikt. Pokażmy równocześnie, że chociaż w Polsce jest wiele rzeczy do zrobienia, wiele rzeczy nie działa, to można zmieniać nasz kraj w sposób racjonalny, a nie chaotyczny jak robi to PIS. Polacy muszą mieć alternatywę.  Polacy potrzebują „Lepszej Polski”.

Dr Marcin Gołaszewski – filolog, specjalista od kultury germańskiej, Uniwersytet Łódzki, członek zarządu regionu łódzkiego Nowoczesnej.

 

Czytaj również