Morawiecki, król chaosu

Drukuj

Po byłym dyrektorze banku, człowiek zwykle nie oczekuje przesadnej fantazji, ale ma prawo spodziewać się precyzji i starannego planowania.
Wicepremier Morawiecki zadaje kłam tej tezie. Jego działania jako ministra od "wszystkiego w gospodarce" pokazują, jak człowiek związany z bankami, może stać się synonimem chaosu.

Władcą jest prawie absolutnym, podlega mu jako szefowi Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, 8 ministerstw, w tym osobiście jest Ministrem Finansów i Rozwoju. W ten sposób, przynajmniej formalnie, decyduje on o wszystkim, co stanowi o polityce rządu PIS w sprawach gospodarczych i podatkowych.

Kiedy przyjrzymy się, jak wygląda ta polityka, to parafrazując tekst z Seksmisji, chciałoby się zawołać: Chaos, widzę chaos! Przedstawiciele resortów podległych wicepremierowi Morawieckiemu przerzucają się propozycjami. I tak w przeciągu ostatnich kilku miesięcy mogliśmy usłyszeć: o podatku jednolitym, o likwidacji podatku liniowego dla przedsiębiorców, o zachowaniu podatku liniowego dla przedsiębiorców, o niepodnoszeniu kwoty wolnej, o podniesieniu kwoty wolnej, ale nielicznym, o likwidacji ulg na dzieci, o zachowaniu ulg na dzieci, o zabraniu możliwości wspólnego opodatkowania małżonków, o zachowaniu tej możliwości. Teraz jeszcze, na kilka dni przed ostatecznym terminem (koniec listopada) mamy kuriozalną propozycję zmiany kwoty wolnej dla osób o dochodach poniżej 916 złotych miesięcznie. Ta propozycja to jakaś kpina z obietnic wyborczych PIS o kwocie wolnej 8000 zł dla wszystkich. Taki żart z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2015 roku. Komu ma to służyć? Dorabiającym na 1/4 etatu studentom  na utrzymaniu rodziców? Bo na pewno ani emerytom, bo minimalna emerytura na 2017 rok to 1000 zł, ani tym bardziej mającym pensję minimalną pracującym Polakom, bo ci mają zarabiać 2000 zł, ta zmiana nic nie pomoże. Posłuży chyba tylko PIS, do propagandowego odhaczenia kolejnej obietnicy.

Widać, przy okazji, jak kolejne propozycje resortów podległych Mateuszowi Morawieckiemu zmieniają się jak obrazki w kalejdoskopie. Co z tego wie polski obywatel, mały przedsiębiorca czy po prostu przysłowiowy Kowalski?

Nie ma pojęcia czy podatek będzie liniowy, czy jednolity, czy kwota wolna dla wszystkich, czy nielicznych, czy będzie wspólne opodatkowanie małżeństw, czy nie. Ma prawo nie tylko  być skonfundowany i niepewny, ale ma prawo stracić wiarę zarówno w profesjonalizm, jak i jakąkolwiek wizję Mateusza Morawieckiego. Chaos, chaos, chaos.

Patrząc na całość mam wrażenie, że to nie minister Morawiecki decyduje , tylko z Nowogrodzkiej słyszy komunikat o koniecznych zmianach. Rodzi się pytanie: Czy Mateusz Morawiecki ma w ogóle jakąś wolność decydowania? Bo z zewnątrz jego działania wyglądają jak chodzenie od ściany do ściany i to pod czyjeś dyktando.

Nie tylko zmiany w podatkach robią wrażenie chaotycznych i sprzecznych wewnętrznie. Jak przyjrzymy się prezentacji, szumnie nazwanej Planem Morawieckiego, to rodzi się proste spostrzeżenie, że zapowiedzi Morawieckiego, nijak się mają do codziennych kroków posłów PIS.

Nie da się spójnie połączyć sprzecznych działań i pomysłów.

Nie da się pogodzić:

  • planów zwiększenia potencjału demograficznego na rynku pracy z obniżeniem wieku emerytalnego czy założeniami 500+,
  • zwiększonych oszczędności przeznaczonych na inwestycje z nadmiernymi wydatkami budżetu,
  • inwestycji i rozwoju GPW z planami ostatecznej likwidacji OFE,
  • rozwoju małych przedsiębiorstw z obawami właścicieli związanymi z planami likwidacją podatku liniowego.

Trudno nie zauważyć, że nie idą w kierunku zwiększania wolności i zachęt do rozwoju firm: ograniczenie handlu w niedzielę, ograniczenia prawne dotyczące OZE, podatek handlowy, podatek bankowy, ustawa o ziemi, konfiskata rozszerzona czy zwiększenie kary za błąd w deklaracji VAT.

Działania tego rządu przypominają przez tę dwoistość pułapkę: Wicepremier Morawiecki nęci przedsiębiorców wolnością, a z drugiej strony czeka represyjne prawo i działania ministrów Ziobro czy Kamińskiego.

Nikogo nie powinien dziwić w tej sytuacji spadek inwestycji, bo kto zdecydowałby się w tak niepewnych warunkach zaryzykować własne pieniądze?

Podobne wątpliwości, co do profesjonalizmu Mateusza Morawieckiego, wiążą się z jego prognozami, co do wzrostu PKB. W zeszłym roku zapowiadał  3,8%, kilka miesięcy temu na 3,4 %, a chwilę później 3,1%. Jak te zapowiedzi mają się do wyników za trzeci kwartał wzrostu PKB podanego przez GUS na poziomie 2,5%? Jaka będzie ich jakość, jeśli sprawdzi się pogłoska, że za czwarty będzie to 2%, a może nawet 1,5%? W tym tempie to zamiast rozwoju, zaraz będzie stagnacja albo regres.

Czy wtedy do szerokiej puli swoich ministerstw dostanie wicepremier Morawiecki Ministerstwo Kryzysu?

Nawet jego flagowy pomysł, czyli Konstytucja dla biznesu na starcie okazała się porażką, bo już dwa dni po jej ogłoszeniu Morawiecki zaczął się wycofywać z rozwiązań dotyczących rozliczeń firmowych aut. To akurat dobrze, bo rozwiązanie było kuriozalne, ale jak to świadczy o profesjonalizmie autora?

Biorą pod uwagę sposób myślenia o „opozycyjnych” przedsiębiorcach posła Jarosława Kaczyńskiego, to nawet zasada Wilczka „Co nie jest zakazane jest dozwolone” w wykonaniu PIS, będzie zapewne oznaczać po prostu więcej zakazów.

Jeśli spojrzymy na to szerzej to widać dwie niepokojące tendencje: lawinowy wzrost zobowiązań budżetowych państwa wynikających z wydatków na: 500+, niższy wiek emerytalny i inne programy socjalne PIS, przy równoczesnym braku pomysłów na rozwój gospodarczy kraju. Spadające inwestycje i prognozy PKB potwierdzają te obawy. Widać już, że PIS i Mateusz Morawiecki – firmujący swoim nazwiskiem tę chaotyczną politykę ekonomiczną, nie dali rady.

Czym nam to grozi?

Nie przypominam sobie w obietnicach wyborczych PIS kryzysu i drugiej Grecji.

 

Czytaj również