„Liberalne” rządy Donalda Tuska

Drukuj

Premier Tusk (teraz już Przewodniczący Rady Europejskiej) wyjechał, a w mediach elektronicznych przetacza się dyskusja o przyczynach jego sukcesu, i to nie tam w UE, ale w Polsce. 7 lat na czele rządu, tego jeszcze we współczesnej Polsce nie było. Szczególnie, że koniec roku sprzyja takim podsumowaniom. Zaczyna się, więc roztrząsanie, na ile ten sukces był wynikiem skutecznych działań rządu, antypatyczności przeciwnika, przy uroku własnym Donalda Tuska, czy też okoliczności zewnętrznych.

Jednocześnie w tekście „Kategoria” Marka Cichockiego, powstałym w odpowiedzi na Sienkiewicz: „Bez państwa Polacy są zdziczałym plemieniem„, czytamy o sukcesie liberalne formacji, której udało się „pozyskać szeroką bazę dla swoich rządów” i nic by mnie w tym tekście nie zdziwiło, gdyby nie to właśnie przypisanie liberalnych wartości PO.

Oczywiście, jeśli porównamy program oraz zapowiedzi sprzed 7 lat DonaldaTuska, do działań i poglądów Kaczyńskiego to widzimy wyraźne liberalne odchylenie pierwszego z tych polityków, jeżeli jednak spojrzymy na największe „dokonania” tego rządu (a właściwie rządów, bo chociaż sternik był ten sam, to załoga zmieniała się wielokrotnie), to ten liberalny charakter bladnie, czy wręcz znika.

Czego my, lemingi oczekiwaliśmy od PO? Ja chyba osobiście niczego, ale niektórzy oczekiwali obniżenia podatków, poprawy podstaw funkcjonowania biznesu, likwidacji przywilejów grup zawodowych, odchudzenia kadr urzędniczych, zmniejszenia liczby parlamentarzystów, zniesienia dotacji do partii politycznych, reform służby zdrowia, pewnych zmian światopoglądowych, ……

A czego się doczekaliśmy? Antyliberalnej reformy emerytalnej polegającej de facto na likwidacji OFE, dofinansowania nierentownych kopalni, darmowych podręczników, które to rozwiązanie ma raczej charakter socjalistyczny niż liberalny, (chociaż mam, co do niego mieszane uczucia), podwyżek podatków i składek ZUS, braku reformy karty nauczyciela. Jeżeli dodamy do tego całkowity brak zmian światopoglądowych: odrzucenie związków partnerskich, kłopoty z przyjęciem Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, maskowanie problemu religii w szkole (oraz brak zmian w kwestii wliczania oceny z religii do średniej), brak dyskusji o aborcji, czy liberalizacji dostępu do środków antykoncepcyjnych (pigułka „po”) oraz ostatnia akcja z dofinansowaniem kwotą 16 mln ŚOB, mamy raczej chrześcijańsko-konserwatywną formację, nie liberalną.

Oczywiście nie można powiedzieć, że te 7 lat nie przyniosło Polsce żadnych korzyści. Staliśmy się silniejszym podmiotem w UE, mamy nową sieć autostrad i dróg szybkiego ruchu, wysłano 6 latki do szkół, a młodszym dzieciom zapewniono opiekę przedszkolną, dłuższe urlopy macierzyńskie (mało liberalne) zwiększyły skłonność młodych Polaków do powiększania rodzin, zdecydowano sią na konieczne, chociaż bolesne przesunięcie wieku emerytalnego do 67 lat. Dodatkowo zaletą tego rządu była stabilność i brak zafalowań, które odbijałyby się na gospodarce, czy bezpieczeństwie kraju. Czyli mieliśmy rząd dla klasy średniej, takiej, która ceni poczucie stabilizacji, a boi się zmian.

Jednak, jeżeli spojrzymy na bilans zysków i strat, to dochodzimy do wniosku, że jak na 7 lat stabilnych, większościowych rządu, to wynik jest mizerny, a gdyby nie lęk przed gorszymi politykami (PIS czy NP), to lemingi, szczególnie te młode, czekające na realne zmiany i swoją szansę, już więcej by na PO nie zagłosowały. To było 7 lat rządu Tuska, o którym możemy myśleć różnie, w zależności od naszych oczekiwań, ale na pewno nie powinniśmy mu przypisywać działań liberalnych, działań, na które nam liberałom pozostaje poczekać, być może jeszcze wiele, wiele lat. Bo to jednak niewątpliwie były antyliberalne rządy Donalda Tuska.

Czytaj również