Kto powinien decydować o pójściu 6 latka do szkoły?

Drukuj

Jeśli chodzi o kwestię, czy 6 latek może chodzić do szkoły, to jestem zdecydowanie na tak.

Oznacza to też obowiązkowe pójście 5 latków do przedszkolnych zerówek i konieczność zapewnienia miejsc w przedszkolach dla nich przez gminy. Taki ruch pozwala większej grupie młodszych dzieci na uczęszczanie do przedszkoli, bo oznacza więcej miejsc dla 3, 4 i 5 latków. Również program klas 1-3 został już dostosowany do potrzeb 6 latków i nie powinny mieć one problemu z opanowaniem go, szczególnie pod opieką dobrego nauczyciela (trzeba popracować nad systemem kształcenia nauczycieli i selekcją kandydatów do zawodu nauczyciela). Warto tez zadbać o system świetlic szkolnych, bo te niestety bywają przepełnione i niedostosowane do rozwoju dziecka 6 letniego, brakuje w nich miejsca do zabawy. W większości krajów europejskich jednak sześciolatki (a nawet pięciolatki) chodzą do szkół, bo umysł dziecka najszybciej rozwija się do 7 roku życia.

Oczywiście część rodziców powie, że oni też są w stanie stymulować rozwój dziecka w domu, rysować, wyklejać obrazki, robić zabawki z plasteliny i rozwijać wyobraźnię czytając książki. Tak pracują z dziećmi świadomi rodzice. Jednak, czy wszyscy polscy rodzice są świadomi i przygotowani merytorycznie do takich zabaw? Wcześniejsze pójście dziecka do szkoły i obowiązkowa zerówka dla 5 latków to wyrównywanie szans. To szansa również dla dziecka z rodziny, w której rodzice mają mało czasu, bo dużo pracują lub dla dzieci z rodzin, w których rodzic z dzieckiem nie umie lub nie chce pracować. W mało której rodzinie jest też możliwość zapewnienia dziecku rozwoju społecznego. Zaginęła instytucja pełnych podwórek, a niewiele maluchów wychowuje się w rodzinach wielodzietnych. Przedszkole i szkoła zapewniają rozwój społeczny dzieci.

Jednak bój w sprawie 6 latków nie ma już charakteru racjonalnej debaty, stał się głównym tematem sporów politycznych. Populistyczne hasło „ratuj malucha” i idea niezabierania dzieciom dzieciństwa stała się narzędziem zyskiwania poparcia politycznego.

Kto powinien decydować o pójściu dziecka do szkoły w wieku 6 lat? Czy należy dać rodzicom prawo decyzji?

Mimo, że jestem zwolennikiem posyłania dzieci sześcioletnich do szkoły, to uważam, że warto rozważyć ideę dania większego wyboru rodzicom. Obecnie rodzic może nie wysyłać sześciolatka do szkoły tylko po uzyskaniu opinii o braku dojrzałości szkolnej z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Często rodzic prawie wymusza na poradni takie orzeczenie, o czym świadczą różnice w ilości orzeczeń w różnych częściach kraju. Takie orzeczenie o niezdolności staje się tez niemiłym sygnałem dla samego dziecka, które zostaje ocenione jako mniej dojrzałe od swoich kolegów.

O odroczeniu pójściu dziecka 6 letniego do szkoły powinien mieć prawo zdecydować rodzic, ale po skorzystaniu z opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej bez konieczności respektowania wyników orzeczenia tej placówki o dojrzałości szkolnej.

Warto też dostarczyć rodzicom dokładnych informacji jak zmienił się program i szkoła od czasów ich edukacji lub edukacji ich starszych dzieci.

Takie rozwiązanie z jednej strony pozwoliłoby rodzicom, uważającym, że ich dziecko nie osiągnęło dojrzałości szkolnej, bez zmuszania poradni do raportu zgodnego z ich oczekiwaniami, zostawić dziecko w przedszkolu. Z drugiej strony rodzice podejmowaliby decyzję bardziej świadomie, raport poradni pomógłby im realnie ocenić swoje dziecko. Rodzicom trudno jest ocenić dojrzałość swojej pociechy, bo często nie znają poziomu jego rówieśników. Warto jednak potraktować rodziców jako świadomych obywateli, potrafiących decydować o swojej rodzinie. Myślę, że takie rozwiązanie szczególnie miałoby  sens w okresie przejściowym, zanim Polacy nie przyzwyczają się do sześciolatków w szkołach i nie będą traktowali takiej sytuacji za oczywistą.

Czasem warto nie zacietrzewiać się na swoim stanowisku i posłuchać przeciwników. Nie podoba mi się akcja „Ratuj malucha” państwa Elbanowskich, bo nie uważam, żeby szkoła i nauka zabierały dzieciństwo. Musimy tylko zadbać, żeby szkoły były przyjazne dzieciom i żeby więcej polskich uczniów lubiło szkołę. Nie wolno nam jednak lekceważyć opinii i lęków rodziców.

Państwo powinno rodzicom pomóc podjąć racjonalną decyzję najlepszą dla ich dziecka, ale nie musi tej decyzji podejmować za nich.

 

Katarzyna Lubnauer jest związana z ugrupowaniem Nowoczesna Ryszarda Petru. Jest kandydatem Nowoczesnej do Sejmu w Łodzi.

Czytaj również