Jedzenie w szkołach – chcieli dobrze, wyszło jak zwykle

Drukuj

Zdrowie jest jedną z najważniejszych wartości każdego człowieka, a każdemu rodzicowi szczególnie na sercu leży zdrowie jego dziecka. Wiemy, że prawidłowe żywienie jest podstawą profilaktyki walki z otyłością, cukrzycą, a nawet próchnicą. Dlatego ważne jest zdrowe żywienie dzieci i młodzieży oraz kształtowanie dobrych nawyków na przyszłość.

Tak, cukier powoduje próchnicę, zbędne kalorie to otyłość. Pieczywo razowe jest zdrowsze od białego, a sól jest przyczyną kłopotów z ciśnieniem.

Większość Polaków, w tym rodziców to wie, ale mimo to pijemy słodzoną herbatę, jemy schabowego, solimy zupę i pijemy dosładzane soki. Tak samo karmimy nasze dzieci, które są przyzwyczajone do bułki, nie razowego chleba, solonej zupy i słodzonej herbaty.

Twórcy nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia wraz z Ministerstwem Zdrowia, autorem rozporządzenia o produktach dopuszczonych do sprzedaży w szkołach chcieli dobrze, ale wyszło im słabo.

Likwidacja sklepików, wędrówki dzieci do pobliskich McDonaldów i Żabek to tylko początek. Szkoły, które udostępniały dzieciom i młodzieży ciepłą herbatę do domowego drugiego śniadania, teraz mogą ją podawać tylko albo wytrawną, albo z miodem. Pierwszej nikt nie chce pić, druga jest za droga. Kanapki z pieczywa razowego schną w sklepiku, a dzieci wyciągają słodkie bułki kupione przez rodziców po drodze. Poprzednio mogły zjeść, chociaż świeżą kanapkę z bułki z wędliną i sałatą, teraz zjedzą drożdżówkę pełną cukru. Następną konsekwencją będzie likwidacja stołówek, w których nikt nie zechce jeść niesolonej zupy i piersi kurczaka na parze i w której podrożeją obiady, bo cena gotowania wg wprowadzonych zasad jest wyższa. Te dzieci, które korzystają z obiadów finansowanych przez rodziców lub przez pomoc społeczną, nawet nie będą miały gdzie ich zjeść. Wyprawy do sąsiadujących sklepów i barów z hot dogami mogą skończyć się wypadkami z udziałem dzieci i młodzieży. Nikt tego nie chciał, ale taka może być smutna konsekwencja. Prawie pełnoletni i pełnoletni uczniowie techników i liceów nie rozumieją, dlaczego ktoś za nich decyduje, co mają jeść.

Czy należało nic nie robić i pozwolić na sprzedawanie w sklepikach i stołówkach samego niezdrowego jedzenia?

Nie, dobrze, gdy w sklepiku nie ma chipsów, Coca coli, a słodkie ciastka zastępują kanapki. Warto zamiast paluszków rybnych w stołówce podać rybę. Lepiej wybierać soki dosładzane małą ilością cukru niż syropem fruktozowo- kukurydzianym. Takie ograniczenia należało wprowadzić i takie funkcjonowały już np. w łódzkich szkołach.

Bez zmian w nawykach żywieniowych rodzin, nie zmienimy wyborów dzieci. Autorzy prawa poszli za daleko, wprowadzili zasady, których przedsiębiorca, prowadzący sklepik, czy stołówkę nie jest w stanie spełnić. On może mieć w sprzedaży jabłka, ale te jabłka ktoś musi chcieć kupić.

Liczba towarów zakazanych jest za długa, a dopuszczonych za szczegółowa. Znowu zadecydowały czyjeś ideologiczne zasady, a nie zdrowy rozsądek.

Pamiętajmy, prawo tworzy się dla ludzi i z myślą o ludziach realnych. Ciekawe, czy wszyscy autorzy przepisów żywią siebie i swoje dzieci wg. tych zasad? Osobiście wątpię.

PS. Są sklepiki,w których zakazana żywność sprzedawana jest spod lady, jako ostatnie sztuki ;)

Katarzyna Lubnauer jest związana z ugrupowaniem Nowoczesna Ryszarda Petru. Jest kandydatem Nowoczesnej do Sejmu w Łodzi.

Czytaj również
  • Tomasz Kamiński

    Szkoła powinna promować zasady zdrowego odżywiania, bo koszty leczenia chorób związanych z otyłością są olbrzymie (pomijam już koszty społeczne otyłości). Jasne, że taka rewolucja budzi emocje, ale one za jakiś czas się uspokoją. Sklepikarze nauczą się sprzedawać zdrową żywność w atrakcyjnej formie, a uczniowie „przełkną tę gorzką pigułkę”, że nie mogą kupić śmieciowego jedzenia w szkole. Jestem całkowicie za tą regulacją, nawet jeśli być może trzeba ją będzie nieco złagodzić np. wprowadzić możliwość zakupu kawy czy słodzenia ciepłych napojów.

    • Katarzyna Lubnauer

      Właśnie o to złagodzenie chodzi. Regulacje idą za daleko.

  • http://pochwalaglupoty.pl/ PochwalaGlupoty

    „Bez zmian w nawykach żywieniowych rodzin, nie zmienimy wyborów dzieci”. To nie cała prawda. Duży wpływ na dzieci mają np. reklamy. Bez zmian w tym zakresie nie zmienimy wyborów dzieci. Akurat nie posiadam telewizora, więc moje dziecko nie ma problemu z piciem wody, a np. izotoniki robimy sami. Nie potrzebuje do życia chipsów czy lizaków, które lubi, ale nie jest codziennie bombardowane kolorowymi reklamami które każdemu wbiją w głowę, że lizaki to podstawa szczęścia.
    I nie ma takiego rozwiązania, które zadowoli wszystkich. Według mnie odcięcie dzieci od cukru w szkołach jest ważniejsze niż zarobek prowadzących sklepiki.

    • Katarzyna Lubnauer

      Tylko, że jeżeli sklepikarzowi się to nie opłaci, sklepik zamknie i nie będzie żadnego jedzenia w szkole.

  • Jacek Sobczak

    Nie ma już szkolnych sklepikarzy. Wiem to z autopsji. Teraz w sklepiku sprzedaje nauczycielka, i to głównie gumki do wycierania i ołówki