Imigranci – zagrożenie, czy szansa?

Drukuj

Ostatnio wiele się zmienia, jeśli chodzi o postrzeganie imigrantów w Polsce, w telewizji słyszymy, że w programie Top Model, w głosowaniu widzów, wygrywa czarnoskóra kandydatka na modelkę, Osi Ugonoh, w Łodzi mamy od 3 lat posła pochodzącego z Nigerii, wśród celebrytów medialnych są osoby pochodzące z innych krajów, a w Warszawie do Rady Miasta kandydowali przedstawiciele mniejszości. Niestety to tylko jedna strona medalu, bo równocześnie dalej częste są rasistowskie teksty, agresja, czy nawet pobicie osób wyglądających inaczej.

Zauważmy, że lęki takie są często wykorzystywane populistycznie w celu zdobywania poparcia w kolejnych wyborach:„Nie znajdziesz pracy przez pół roku – deportacja. Cameron ogłosił antyimigranckie reformy, które uderzą w Polaków”. Wielu boi się też napływu przedstawicieli innych religii, szczególnie islamu, obserwując zmieniające się społeczeństwo Francji, czy Anglii, ale może poza minusami, warto rozważać pozytywy imigracji?

Ostatnio czytałam artkuł „Obcokrajowcy w Niemczech płacą więcej podatków, niż otrzymują świadczeń socjalnych”, który jednoznacznie pokazuje, że państwo czerpie więcej korzyści, niż kosztów z imigrantów. Ze względu na swoje zainteresowania edukacją, śledziłam kiedyś wyniki olimpiad międzynarodowych z chemii, fizyki, czy matematyki, zaskoczyła mnie wtedy duża liczba reprezentantów Kanady, czy USA (słynącego ze słabej edukacji powszechnej), wśród międzynarodowej czołówki, wśród której dominują kraje azjatyckie, jednak zauważyłam, że większość z nich miała nazwiska brzmiące po chińsku lub koreańsku. Wynika to z faktu, że imigrantom towarzyszy głód sukcesu (dodatkowo wspieranych kultem edukacji charakterystycznym dla ich krajów pochodzenia),  głód sukcesu, który jest obcy młodzieży amerykańskiej, czy europejskiej wychowanej w dobrobycie. Dodatkowo alochton musi dopiero budować swój dobrobyt, który autochton dziedziczony po przodkach i dlatego właśnie imigranci często dają energię (i przyrost naturalny), obcą kontynentowi, który „jest już jak babcia, bezpłodna i nietętniąca życiem” – cytując Papieża. Skąd, więc takie obawy wielu Polaków, wobec cudzoziemców?

Lęk najczęściej pochodzi z braku wiedzy, imigracja w Polsce przez wiele dziesięcioleci była marginalna, ze względu na sytuację ekonomiczną kraju, mało, którzy uchodźcy, czy emigranci ekonomiczni traktowali Polskę, jako kraj docelowy, byliśmy raczej dla nich punktem na trasie, krajem przesiadkowym do raju, którym są kraje zamożniejsze. Jednak teraz, chociaż nam atrakcyjne wydaje się życie w Anglii czy Skandynawii, dla wielu mieszkańców Azji, czy Afryki to my stajemy się ziemią obiecaną. Niestety komunikaty z innych krajów, gdzie populiści widzą w walce z imigrantami szansę na sukces oraz, gdzie równocześnie napływowi mieszkańcy (a właściwie ich dzieci) są przyczyną niepokoi społecznych – patrz Francja, Anglia – te lęki wzmacniają i potęgują.

Co musimy robić w związku z tą zmieniającą się sytuacją? Przede wszystkim edukować społeczeństwo, tak żeby rozumiało i chciało akceptować przedstawicieli innych narodowości, ras i religii, bo prawdziwym zagrożeniem są te grupy imigrantów, które nie podlegają asymilacji. Takim działaniom służą różnego różnorodne akcje, m.in. międzynarodowy programu Grundtvig <LUTA>Learn-Understand-Trust-Act Civil Education on Asylum Policy in Europe, w którym uczestniczę z ramienia Instytutu Tolerancji, czy coroczna akcja Kolorowa Tolerancja prowadzona w Łodzi. Bo chociaż teraz trudno w to uwierzyć, to imigracja per saldo się opłaca, a imigranci to nie tylko koszty, ale też korzyści. Zauważmy, że wobec starzejącego się polskiego społeczeństwa z ujemnym przyrostem naturalnym, może, za jakiś czas, okazać się, że nie są oni zagrożeniem, tylko szansą dla polskiej ekonomii.

 

Artykuł ten powstał w ramach projektu LUTA. Projekt został zrealizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej. Projekt lub publikacja odzwierciedlają jedynie stanowisko ich autora i Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za umieszczoną w nich zawartość merytoryczną.

Czytaj również
  • Piotr Klys

    Faktycznie homogeniczne społeczeństwo polskie po drugiej wojnie i dziesięcioleciach żelaznej kurtyny nie jest przygotowane na napływ imigrantów. O ile infrastruktura materialna, a nawet – socjalne – od biedy wytrzyma konieczność zasilenia rynku demograficznego przedstawicielami innych kultur, o tyle infrastruktura mentalna jest w stadium, hm, łagodnie mówiąc – zarodkowym. Przywołane akcje – Grundtvig czy nasza łódzka KT, czy jeszcze kilka regionalnych lub ogólnopolskich kampanii nie zmieniają nieprzygotowania społeczeństwa na spotkanie z imigrantami. W nie aż tak odległych czasach Łódź miała możliwość gościć egzotycznych słuchaczy legendarnej Wieży Babel – Studium Języka Polskiego dla Obcokrajowców – propedeutycznego kursu intensywnej nauki języka polskiego dla przyszłych abiturientów rozpoczynających przygodę akademicką w Polsce. Spotkanie z egzotycznymi z punktu widzenia „przeciętnego” mieszkańca Łodzi studentami generowało ogrom konfliktów, stereotypów, nierzadko pokutujących do dziś. Drugi – równie ważki element, to nieuzasadnione, a nawet – im bardziej nieuzasadnione, tym bardziej agresywne – poczucie wyższości „tubylców” wobec „obcych”, wyrażające się w stosowanym na styku słownictwie i postawach. Ten problem dotyka obecnie przede wszystkim uchodźców i imigrantów zarobkowych z Ukrainy i Białorusi, gdzie oferta rynku pracy jest wprost deklasująca, a nawet – uwłaczająca ich obiektywnym kwalifikacjom osobowym i zawodowym. A co mówić o imigrantach z realnie obcego kręgu kultury i tradycji, gdzie gotowość do asymilacji czy choćby spójnej kohabitacji są w sposób naturalny znacznie trudniejsze.
    Otwarcie granic administracyjnych jest krokiem najłatwiejszym; otwarcie – przez uporczywą edukację – granic mentalnych, to dopiero wyzwanie. Tym bardziej, że prawdziwe problemy rodzi nie pierwsze pokolenie imigrantów, ale pokolenie drugie i dalsze – nastawione słusznie roszczeniowo i na ogół boleśnie rozczarowane konfrontacją z oczekiwaniami. Pamiętajmy, że mówimy nie o korporacyjnych ekspatriatach, tylko o ludziach, którzy przyjeżdżają tu jako do Ziemi Obiecanej – ponieważ w swych ojczystych warunkach nie są w stanie zaspokoić swoich potrzeb.
    Otwarcie na imigrację – ze względu choćby nawet na implozję demograficzną jest koniecznością, szacowaną w perspektywie lat 2016-2020 na liczbę pomiędzy 140.000 a 480.000 osób. Ich obecność jest niezbędnym warunkiem utrzymania ekonomicznej (względnej) równowagi rynku świadczeniodawców/świadczeniobiorców, ale konia z rzędem temu, kto w tak krótkim okresie znajdzie receptę, jak przygotować wszelkie Obrzydłówki na ich obecność.