Dylematy racjonalnego wyborcy. Jaka jest cena prób zgarnięcia elektoratu Kukiza?

Drukuj

Jeszcze wczoraj miałam gotowy plan głosowania na Komorowskiego w drugiej turze, ale już dzisiaj się waham.

Polityka kieruje się swoimi prawami, pełna jest kompromisów, mrugnięć do wyborców i upiększania rzeczywistość. W czasie kampanii wyborczej żniwa maja specjaliści od PR, wizerunku i badania nastrojów publicznych. Ale nawet populizm i cynizm mają jakieś granice. Granice te dzisiaj dla mnie przekroczył, zapewne w porozumieniu ze swoimi doradcami, Bronisław Komorowski.

11008473_885558088172030_7820386994982792383_n

 

Rozumiem, że dla wygranej jesteśmy w stanie ukrywać poglądy (Duda i in vitro), a nawet zawiesić strzelbę na kołku (Pierwszy Myśliwy RP), ale to, co kandydaci robią, aby przejąć cenny elektorat Kukiza, woła o pomstę do nieba. Duda ma łatwiej, on z natury jest tym, czego naprawdę chcą wyborcy Kukiza, jest zmianą. Może nie jest to nowa jakość, może większość widzi w tle mroczną postać  Jarosława K., ale jednak, to człowiek młodszy, mniej umoczony w państwową politykę i niebędący obecnym prezydentem. Równocześnie ma miły uśmiech, dobrze mówiącą żonę i ładną córkę. Duda jest też „wyuczalny”, i mimo, że z temperamentu jest bardziej jak budyń, niż wulkan, potrafi dzięki pracy speców od wizerunku trafić do ludzi, a czasem nawet ich zauroczyć.

Bronisław Komorowski ma trudniejsze zadanie, jak będąc sobą, stać się kimś innym. Jak utrzymując elektorat PO, a jednocześnie odciąć się od 8 lat rządów, jak stać się bardziej ludzki, mniej „prezydencki? Jak zbliżyć się mentalnie do młodszych wyborców głosujących w I turze na Kukiza? Jak pozyskać wyborców, którzy nie poszli na wybory? Jak nadrobić zaniechania z pierwszej fazy kampanii wynikające z buty murowanego zwycięzcy?

I tu muszę powiedzieć, że Prezydent wybrał najgorszą możliwą strategię: podgryzanie kontrkandydata i współzawodniczenie z nim w uwielbieniu do JOW. I ta druga rzecz mnie szczególnie niepokoi, bo JOWy uważam za instytucję w Polsce szkodliwą. Wybory większościowe oznaczają: większą liczbę Polaków, którzy nie mają swojej reprezentacji w parlamencie, utrwalanie się podziału Polski na tę bardziej na prawo (czyli południowy wschód) i tę bardziej centrolewicową (na północnym zachodzie), oraz rządy PO lub PIS na zmianę. Na takie rozwiązania jesteśmy demokracją zbyt młodą i niedoświadczoną. Dodatkowo trudno mi oprzeć  się wrażeniu, że wyborcom głosującym na Kukiza, wcale nie chodziło o JOWy. Oni chcą zmian, chcą Polski takiej jak kraje, gdzie żyje się lepiej i dostatniej, chcą pracy i perspektyw, chcą poczucia, że w kraju rządzi prawo i sprawiedliwość (nie mylić z PIS), a nie zdemoralizowani politycy (specjaliści od zegarków i podróży na koszt podatnika), specjaliści od polityki ciepłej wody.

Obecna strategia Prezydenta (kierunek referendum i zmiany w konstytucji) nie ma szans przekonać wyborców Kukiza, ale może przynieść inny skutek. Ja, umiarkowany wyborca, potencjalna zdobycz Komorowskiego zaczynam się wahać. Chciałam pójść i zagłosować na niego, ale teraz nie wiem.

Czy to na pewno lepszy wybór?

A może jednak wybrać „Sarnę z krzesłem na głowie”? Ona przynajmniej jest szczera i nie tonie w morzu populizmu, czego o pozostałych dwóch kandydatach już powiedzieć nie mogę. Waham się i w tym wahaniu zapewne pozostanę do końca, chyba, że Prezydent znowu przekona mnie, że mogę mu zaufać, że jest poważnym politykiem, a nie chorągiewką na wietrze. Chyba, że za dwa tygodnie zdecyduje za mnie strach, lęk przed konserwatywną Polską panów K, która może nas czekać jesienią. Pamiętajmy: nadchodzi jesień.

Czytaj również
  • Sauelios

    Niech Pani da sobie siana z tym pisaniem albo zmieni płytę, bo siara. Podpowiem: proszę zacząć od zastanowienia się, skąd taki nygus jak Kukiz dostał wielką forsę na wykucie dwudziestu procent w wyborach, skoro jest kompletnym ignorantem w sprawach polityki, prawa, finansów i podobno ma organizację bez organizacji, tak zwanych wolontariuszy. Organizacja sama mu się zrobiła, prawda?