Dlaczego wola narodu nie powinna stać ponad prawem

Drukuj

Zacznijmy od pytania: czym jest naród? Wspólnota rasy, wyznania, geografii? Gdzie postawimy granice wykluczające jednostki, czy też całe grupy, ze zbiorowości nazywanej narodem?

Szczególnie ostatnio polscy politycy roszczą sobie prawo do wskazywania kto do narodu należy, a kto nie. Dzielą naród. Chcą wskazywać kto stoi nad prawem, a kto mu podlega. Według rządzących naród to 19% wszystkich wyborców lub 38% tych, którzy do wyborów poszli. PiS wprost deklaruje, że posiada mandat narodu. Oznacza to tyle, że 81% wyborców nie należy do narodu definiowanego przez PiS.

Jeśli nawet poparcie przełożymy na większość sejmową, to wciąż jesteśmy w świecie, którym rządzi prawo silniejszego – zwycięzca bierze wszystko. Tak zwana „wola narodu” okazuje się być po prostu inną nazwą prawa pięści, prawa silniejszego. To prymitywny świat.

Bez wątpienia prawo bierze swój początek z woli narodu, z woli społeczeństwa. Ale czym jest „wola społeczeństwa”? Kto ma prawo w imieniu społeczeństwa, narodu podejmować decyzje? Zauważmy, że to właśnie prawo dostarcza nam odpowiedzi. To prawo mówi nam w jaki sposób wyrażana jest wola narodu. Co więcej, dobre prawo konstruowane jest tak, by szanować zdanie tych, którzy nie należą do grupy sprawującej władzę. Prawo zabezpiecza też wolność jednostki wobec woli tzw. „ogółu”.

Rozumienie woli „ogółu” ukształtowało się przez stulecia doświadczeń z demokracją (mamy demokrację pośrednią, a nie bezpośrednią jak ta w Grecji; mamy  prawa wyborcze kobiet, brak cenzusu majątkowego…). I chociaż demokracja nie jest idealnym rozwiązaniem, to – jak często się podkreśla – dotychczas nie stworzono lepszej alternatywy.

Członkowie narodu (choć bliższy jest mi termin „społeczeństwo”) reprezentują grupy różniące się pod względem politycznym, wyznaniowym, poglądowym, pochodzeniowym czy ze względu na płeć. Ale reprezentowani są w państwie prawa przez sankcjonowane tymże prawem instytucje.

To właśnie prawo jest zatem najczystszą emanacją „woli narodu” i jeśli ta wola się zmienia, to zmienia się również i prawo, ale tylko – to ważne! – na drodze przez prawo przewidzianej.

Współczesna demokracja liberalna słusznie uznała, że wola większości nie jest nieograniczona. Dlaczego? Bo Hitler zdobył władzę w sposób demokratyczny.

Łamanie prawa przez rządzących, niezależnie od idei, którą usprawiedliwiają swoje autorytarne zapędy, jest wciąż niczym więcej jak łamaniem prawa i de facto postępowaniem wbrew prawdziwej woli narodu do życia w państwie prawa. Wyrazem tej woli jest Konstytucja.

To dlatego w wielu krajach zmiana Konstytucji przez zwykłą większość nie jest możliwa. Wprowadza się zasadę większości kwalifikowanej, ideę referendum zatwierdzającego konstytucję, czy wręcz uniemożliwia zmianę konstytucji w jednej kadencji parlamentu. Troska o prawo przewiduje wówczas, że propozycje zmian Konstytucji formułowane są w czasie jednej kadencji, ale głosowane w kolejnej.

Tak rozumiane prawo stoi ponad narodem. Tak, prawo jest tworzone przez społeczeństwo dla społeczeństwa. Ale to nie kaprys.

Dwie kamienne tablice z dziesięciorgiem przykazań – niezależnie od tego, czy akt ten rozumiemy dosłownie, czy symbolicznie – pełniły ważną funkcję regulowania życia społeczności. Na przestrzeni dziejów dwie kamienne tablice miały rożną postać – często jedynie ustną. W społeczeństwach pierwotnych ich odpowiednikiem był przecież zakaz kazirodztwa i potępienie morderstwa.

Po co nam prawo?

Otóż prawo od zawsze stanowiło barierę dla ludzkiego szaleństwa. Taka jest jego odwieczna funkcja. Faktem jest, że prawo pochodzi od ludzi, ale tworzą oni coś większego od nich samych, coś, co ma ich samych ograniczać. Zdarza się, że rewolucje obalają i zmieniają zasady funkcjonowania władzy. Tak było, gdy obalano komunizm, faszyzm i apartheid. Ale takie działania akceptowane są tylko w kraju bezprawia, w kraju, w którym rządzący – najczęściej nazywając siebie „narodem” – stawiają siebie ponad prawem. Wtedy, gdy brakuje demokracji.

Bo rewolucje często kończą się władzą dyktatorów, a nie ludu. I często to dyktatura tworzy nowe prawo, które ogranicza wolę narodu. Zwykle skutkują to stworzeniem nowego prawa w miejsce tego, które okazało się zbyt słabe, by rewoltę powstrzymać. Dyktatura – wydając na świat wszelkiej maści większych, czy mniejszych fuhrerów – tworzy prawo, które uniemożliwia nawet wyrażanie woli ludu.

Dlatego, jeśli chcemy być wolni, musimy być niewolnikami prawa.

 

Tekst powstał na potrzeby debaty oksfordzkiej : Wola narodu ponad prawem. Jako głos przeciwny.

Czytaj również
  • Mateusz Oleniacz

    Zgadzam się. Niezidentyfikowana „wola narodu” nie może usprawiedliwiać naruszania prawa. Ja prezentuje punkt widzenia, że wola narodu to nic innego jak prawo stanowione przez osoby wybrane zgodnie z wolą narodu, a zatem prawo = wola narodu, a zatem nie sposób mówić, że prawo jest nad wolą narodu, czy też wola narodu jest nad prawem. Obowiązujące przepisy są wolą narodu i jako takie są najważniejsze, dopóki wola narodu ich nie zmieni.

    Na marginesie powiem, że odwoływanie się od niejasnych klauzul generalnych jak „wola narodu” przypomina wprowadzony przez komunistów przepis o tym, że każdy może korzystać ze swojego prawa jeżeli nie sprzeciwia się to „zasadom współżycia społecznego” interpretowanych wówczas w sposób dowolny przez komunistów. Jak widać Morawiecki (działacz opozycji antykomunistycznej) czerpie wzorce od komunistów. brawo.

    • Stanislaw Biernacki

      Szanowny Panie Mateuszu, obawiam się, że jest Pan pod silnym wpływem dogmatu o wyższości prawa stanowionego nad prawem naturalnym. W przypadku prawa stanowionego wola narodu nie ma nic do rzeczy. Niezależnie bowiem od woli narodu zamanifestowanej przez udział w wyborach o konstytuowaniu prawa stanowionego decydują prawnicy, najczęściej w sposób talmudyczny, z naiwną wiarą, że wszystko da się ująć w przepisach. Przepisy nie są wolą narodu, a żadna wola narodu nie jest w stanie ich zmienić. Owszem, można naród skłonić do tłumnych demonstracji tzw „woli narodu” poprzez odpowiedni dobór przywódców. Itd…
      Prawo stanowione jest poza zasięgiem woli narodu. Wola narodu może się demonstrować w prawie naturalnym, zdefiniowanym jako porządek ukierunkowany na dobro narodu. Porządek ten jest trudny do zdefiniowania, podobnie jak piękno – wszyscy wiemy jak wygląda, a nie wiemy czym jest. Wiemy, kto jest porządnym człowiekiem, wiemy, komu ten przymiotnik nie przysługuje. Przy braku klarownej definicji porządku ( publicznego) naród tworzy gmach zwany obyczajowością. …… I można by tak dalej ględzić, tylko po co.

      A od Morawieckiego to się Pan odczep.

  • Sauelios

    Niewolnikami prawa? Najlepiej sowieckiej konstytucji, w której partia odebrała obywatelom własność prywatną. A trzeba podkreślić, że od powstania czeciejerpe kolejne ekipy rządzące miały prawo głęboko, ale z wyjątkiem tego prawa, które niszczy polską własność.

    Pani reprezentuje typowo talmudyczny dyskurs zajadłej obrony mniejszości przed normalną większością.

  • Grzegorz Ocio

    Pan Morawiecki mówił o rzeczach oczywistych dobro narodu stoi ponad prawem (a nie wola ) . Pani Lubnauer przegrała „dyskusję oksfordzką” patrz RDC na ten temat . Wypowiedź że nie nawiedzi Pani Lubnauer słowa NARÓD świadczy Pani źle. Próba manipulacji zminą temtu dyskusji bardzo niska . http://www.rdc.pl/informacje/debata-oksfordzka-wola-narodu-stoi-ponad-prawem-posluchaj/

  • Maria Trzaskalska

    idiotyzmy ta pani pisze i mąci w głowach. a czymże jest „prawo” jak nie wyrażeniem woli narodu, tyle że w formie zapisu, a nie krzyku i haseł na ulicy.
    swoje rozważania opiera na fałszywym rozróżnieniu prawa od woli narodu. wola narodu może zmieniać prawo i zawsze je zmieniała. czy zminiała na „lepsze” czy na „gorsze” tego nie da się ustalić, bo nie ma żadnych kryteriów co jest „lespsze” (w domyśle od czego i dla kogo),a co „gorsze”.
    to naród rządzi SWOIMI prawami, stworzonymi właśnie przez wyrażenie woli, żeby „coś było tak i tak” a nie inaczej.
    ta pani chce zrobić z prawa jakiś fetysz, świętość nienaruszalną i niezmienną. takie myślenie to stan chorobliwy, bo nie uwzględnia żadnej dynamiki życia, rozwoju (nie piszę celowo „postępu” – bo to kolejna ułuda – co jest postępem, a co nie?) i zmian

  • Tomek z Polski

    Dzień dobry. Ciekawy tekst jednak zboczyła Pani zbyt w lewo. Tak, naród to: suma ludzi posiadająca wspólną historię, wywodząca się z określonego terenu, mówiąca tym samym językiem. Pojęcie narodu nie jest równoznaczne z pojęciem społeczeństa czy obywateli.
    Jesteśmy krajem w zasadzie unitarnym i nie jest to nic złego, ani niczym co powinniśmy się wstydzić.
    Niestety pominęła Pani fakt, że podczas tej „złej” segregacji rasowej w RPA w kraju tym żyło się jak w kraju pierwszego świata, przewrót przyniósł nędzę, choroby i dewastację – żadnej pozytywnej rzeczy, prócz promocji osobistej twarzy tej zmiany.

    Proszę pamiętać złotym środkiem nie jest skręt ani w lewo ani w prawo – obie skrajności są w naszym systemie prawnym zakazane.

    Pozdrawiam

  • Jacek zarazek

    Rozważania na poziomie gimnazjalnym.

  • Stanislaw Biernacki

    Matematyczka…. . Umysł ścisły. Często predystynuje do życia w abstrakcji. Przeniesienie zdolności do myślenia abstrakcyjnego na obszar socjologii czy polityki skutkuje właśnie takim rozumowaniem. Rozbierając zdanie po zdaniu wypowiedź szanownej poseł widzimy gołym okiem naiwność na poziomie infantylizmu. Inni powiedzieli by, że to demagogia, ale byłaby to nobilitacja infantylizmu.