Dlaczego pomysł z gabinetem dentystycznym w każdej szkole to populizm

Drukuj

Coraz częściej, wobec wyników badań dzieci, które wskazują, że ok 80% nastolatków cierpi na próchnicę, pojawia się postulat: dentysta w każdej szkole.

Ten postulat jest jednak nierealny i populistyczny. Po pierwsze, wróćmy do historii, każdy pamięta gabinety stomatologiczne w szkołach za czasów PRL, źle wyposażone, obsługiwane często przez dentystę, który nie miał innej alternatywy, więc pracował w szkole. Sama unikałam jak ognia wizyt u stomatologa szkolnego. Gabinety, które wtedy funkcjonowały są teraz często wykorzystywane na inne cele szkolne, a i tak nie spełniałyby rosnących przez ostatnie dwadzieścia lat wymagań stawianych przez NFZ gabinetom stomatologicznym. Nie mają odpowiednich parametrów do umieszczenia w nich aparatury rentgenowskiej, nie spełniają wymogów sanepidu.

Remont i nowoczesne wyposażenie gabinetu stomatologicznego i dostosowanie go do wymagań, jakie NFZ stawia placówkom leczącym za publiczne pieniądze to koszt nawet 500 tyś złotych. Oczywiście można to zrobić taniej, ale chyba każdy chce, aby jego dzieci były leczone na najwyższym obecnie dostępnym poziomie wiedzy medycznej. Jeśli będą wyposażone słabo, to wydamy pieniądze a potem nikt nie będzie chciał się tam leczyć. To rodzice muszą zdecydować, czy ten gabinet spełnia ich oczekiwania. Dlatego albo robimy to dobrze, ale wtedy koszt takiego projektu pochłonie od kilku do kilkunastu miliardów złotych (22 tysiące szkół wszystkich poziomów razy koszt remontu i wyposażenia, to kilka miliardów złotych), albo nie robimy tego wcale.

Wyobraźmy sobie, że już wyposażyliśmy gabinety, teraz potrzebujemy fachowców. Liczba dentystów w Polsce jest niewystarczająca, żeby obsadzić każdy taki gabinet.

Wszystkich praktyk stomatologicznych, łącznie z tymi bez kontraktu jest zarejestrowanych 25377. Lekarzy dentystów posiadających ważne prawo wykonywania zawodu medycznego jest 38355. Dentyści posiadający swój prywatny gabinet nie będą zainteresowani pracą w szkolnym gabinecie. Może się okazać, że Ci, którzy chcą pracować w gabinetach szkolnych należą do tej grupy fachowców, z których usług my nie chcielibyśmy korzystać.

Kolejną sprawą jest status proponowanych gabinetów szkolnych. Czy jako NZOZy  będą mogły przyjmować innych pacjentów np. z innych szkół czy również osoby dorosłe? Czy też będą to tylko placówki ukierunkowane na leczenie dzieci w danej szkole? Jeśli tak, to lekarz stomatolog nie będzie miał pracy na cały etat. Kto tego lekarza będzie utrzymywał?  Zbyt mała liczba dzieci będzie powodowała, że dobrze wyposażony za publiczne pieniądze gabinet będzie pracował na pół gwizdka, a do pensji lekarza dentysty będzie dopłacał samorząd. Jeśli zaś gabinety te miałyby pracować tylko np. raz w tygodniu, to wydatki na nie są wyrzucaniem pieniędzy, bo sprzęt starzeje się nawet nieużywany.

Czy to oznacza, że nie należy nic robić?

Oczywiście, że trzeba. Trzeba wprowadzać edukację dotyczącą dbania o zęby, co jest podstawą zapobiegania próchnicy. Taka edukacja powinna dotyczyć też rodziców, bo oni są przyczyną zaniedbań leczenia zębów u dzieci!!! Zmiana nawyków higienicznych dzieci i rodziców to ogromne zadanie profilaktyczne stojące przed polską opieką zdrowotną i szkołą. Niedbanie o higienę, niemycie zębów i nieużywanie nici dentystycznej, złe nawyki żywieniowe, słodycze, karmienie na noc, pojenie napojami z cukrem nawet niemowląt – to główne przyczyny próchnicy u dzieci.

Programy profilaktyki próchnicy realizowane przez NFZ powinny być kompleksowe i obowiązkowe dla każdego dziecka. Powinny się składać z oceny stanu uzębienia i przyzębia, zabiegów profilaktycznych (fluoryzacja, lakowanie) i kończyć się wystawieniem karty potrzeb stomatologicznych przekazywanej rodzicom (karta będzie zawierała propozycje leczenia, dalszej profilaktyki, zmian dietetycznych).

Kolejne miasta, w zależnie od preferencji władz samorządowych, wprowadzają własne projekty opieki stomatologicznej nad młodzieżą i dziećmi, kontraktują dodatkowe badania stomatologiczne, leczenie, czy proponują mobilne gabinety stomatologiczne, które cyklicznie odwiedzałyby placówki z danego rejonu. Mobilny gabinet, może nie zabezpieczy leczenia na najwyższym poziomie, ale może być miejscem dokonywania przeglądów i edukacji dzieci dotyczącej higieny jamy ustnej.

Takie działania powinny jednak mieć charakter kompleksowy i obejmować wszystkie dzieci w Polsce, a nie tylko te w większych miastach, gdzie i tak dostęp do dentystów jest lepszy niż na wsi. Każde dziecko powinno być pod opieką wybranego przez rodziców lekarza stomatologa, podobnie jak każde jest pod opieką wybranego lekarza podstawowej opieki zdrowotnej.

Ponieważ największy problem jest z dostępnością do lekarza stomatologa na terenach wiejskich, to należałoby otworzyć 1-2 gabinety w każdej gminie, żeby zwiększyć dostępność do leczenia. Być może państwo, żeby zachęcić stomatologów do pracy na takim terenie, powinno zainwestować w wyposażenie gabinetów, a NFZ zakontraktować leczenie. Na wsiach w dalszym ciągu dominują nieduże szkoły, które nie mają ani warunków lokalowych, ani odpowiedniej liczby uczniów, żeby zapewnić pracę dla stomatologa szkolnego, więc gabinety szkolne nie mają tam racji bytu.

W miastach nie brakuje ani gabinetów, ani stomatologów. Nic nie stoi też na przeszkodzie, żeby zakontraktować we wszystkich gabinetach stomatologicznych, również tych prywatnych, świadczenia z zakresu stomatologii dziecięcej i ortodoncji. Czyli lekarz dentysta zamiast obciążać finansowo rodziców za wizytę ich dziecka będzie wysyłał rachunek NFZ-owi. To można zrobić od razu, bez tak ogromnych nakładów, jak te na wyposażenie tysięcy gabinetów szkolnych. Dodatkowo dziecko leczy się u lekarza, którego zna i nie boi się, a rodzice mają poczucie, że sami wybierają najlepszego fachowca. Jeśli nie trzeba inwestować w infrastrukturę to wszystkie pieniądze, które przeznaczylibyśmy na gabinety można od razu inwestować w zdrowie dzieci.

Tak, trzeba wprowadzać skuteczną profilaktykę i poprawiać opiekę stomatologiczną dzieci i młodzieży. Tak, trzeba przeznaczyć na to dodatkowe środki z NFZ (leczenie stomatologiczne dzieci wchodzi w zakres świadczeń finansowanych w całości przez NFZ). Tak, trzeba zaangażować środki publiczne na profilaktykę oraz dostęp do stomatologa na terenach, na których brakuje takiej oferty. Tak, trzeba wprowadzić nowoczesne rozwiązania zapewniające  opiekę stomatologiczną dla wszystkich  dzieci w Polsce. Tylko pomysł gabinet w każdej szkole (nawet tej z kilkudziesięcioma dziećmi?) jest czystym populizmem.

Podstawową zasadą w polityce powinno być: mierz siły na zamiary, bo dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane. Rozwiązania przyjęte przez państwo, czy samorząd powinny być oszczędne i skuteczne, a gabinety stomatologiczne w każdej szkole, nie spełniają tych kryteriów. 

Tekst powstał we współpracy z lek. dentystą Marcinem Sobotką.

Czytaj również
  • bezimienny

    prosta zagadka dla Pani. Jak wydawałem od mamy 5 zł które dostawałem do szkoły, żeby mieć jakieś drobne pieniądze?
    – cole ( bo woda jest niewiele tańsza)
    – wafelki, chipsy bo słodycze są tanie (1-1,5zł). Natomiast bardziej wartościowe jedzenie jak choćby dobra zapiekanka, czy kanapka kosztuje 2,5- 4zł.
    wniosek?
    Jeżeli śmieciowe jedzenie będzie dalej w tak dużej i korzystnej cenowej dysproporcji to sama edukacja zdrowego odżywiania nic nie da.
    Na pewno warto byłoby zainwestować źródełka wody pitnej jak czasem widać w amerykańskich szkołach. Natomiast jak walczyć ze słodyczami? zakazać sprzedaży w szkolnych sklepikach? Niestety to jest raczej słabe rozwiązanie bo dalej wiele osób nie będzie stać na kupno wartościowego jedzenia
    Pzdr

    • Katarzyna Lubnauer

      Domyślam się, że nie na jabłka i pastę do zębów.

  • Marcin

    O ile sam mogę kwestionować populizm idei „gabinetu stomatologicznego w każdej szkole”, o tyle nie do końca mogę zgodzić się z wyliczeniami.

    Wyposażenie gabinetu do stomatologii dziecięcej to wydatek nie 500 tys. zł, ale maksymalnie 200 tys. – i to z wyposażeniem w nowiutki sprzęt z górnej półki. Można i taniej – gabinet da się wyremontować, dostosować do wymogów Sanepidu i wyposażyć w sprzęt (używany, ale mogący służyć jeszcze długie lata) nawet za 50-70 tys. zł, więc niemal dziesięciokrotnie mniej, niż Pani pisze. To wszystko piszę jako osoba od lat związana z zarządzaniem w gabinetach i wielostanowiskowych przychodniach stomatologicznych.

    Jest jeszcze jedna, równie istotna sprawa. Należy pamiętać, że dentysta pracujący w szkole nie otrzymuje od samorządu żadnej pensji. Wystarczy, że jego wynagrodzenie będzie stanowił zwrot kosztów zabiegu od NFZ – proszę uwierzyć, że gabinet z kontraktem NFZ to łakomy kąsek dla każdego dentysty i chętnych do pracy byłoby naprawdę wielu. Do gabinetu z kontraktem i wypełnionym grafikiem pacjentów dentyści są w stanie dojeżdżać 50, 100 kilometrów. Codziennie.

    Jeśli jeszcze pozwolimy używać gabinetu do leczenia prywatnego (np. 2 dni w tygodniu) – wówczas nie dość, że szkoła zarobi na wynajmie (= zwrot kosztów inwestycji w ciągu 2-3 lat), to będziemy mieli zrealizowany cel w postaci zdrowszych dzieci.

    Podkreślam jednak, że konieczność realizacji takiej inwestycji musi być poprzedzona rzetelnym badaniem zapotrzebowań rynku, a nie arbitralnie ustalona przez jakąś wszystkowiedzącą instytucję.

  • but52

    Moralność i rozum w polskim społeczeństwie sięgnęla dna i nie ma szans na naprawę.Jeśli katastrofalny stan zdrowia naszych maluchów i ich puste żołądki nie wywołują emocji(to jest zgroza!!).
    Jeśli sami nie potrafimy stworzyć własnego systemu,to przynajmniej podejrzyjmy jak robią to inni.W Skandynawii w żadnej szkole nie ma gabinetu dent.,a dzieci nie mają próchnicy.W szkołach nie ma również sklepików,gdzie znajomi panów dyrektorów sprzedają śmierdzące chipsy.Są za to darmowe obiady.