5 argumentów na rzecz religii w szkole, które mnie nie przekonują

Drukuj

Dyskusja na temat religii w szkołach, wywołana częściowo przez mój tekst na blogu „Najwyższy czas wyprowadzić religię ze szkół!” zatacza coraz szersze kręgi. Już prawie 25 tysięcy osób chce wziąć udział w wydarzeniu „Domagamy się wycofania religii ze szkół”. W komentarzach pod tekstem i na Facebooku wypowiadają się masowo zwolennicy i przeciwnicy obecnego rozwiązania. Ponieważ zauważyłam, że 5 poniżej wymienionych argumentów zwolenników finansowania religii w szkołach, powtarza się najczęściej, to do nich chciałabym się odnieść.

  1. Większość polskiego społeczeństwa to katolicy.

Nikt nie kwestionuje faktu, że większość Polaków deklaruje się jako osoby wierzące, katolicy, ale czy to oznacza automatycznie religię w szkole opłacaną z podatków wszystkich Polaków? Po pierwsze, nie zawsze większość ma rację, a nigdy nie jest tak, że prawa większości mogą odbywać się kosztem praw mniejszości. Po drugie, nie wszyscy wierzący są zwolennikami religii w szkole, wielu mówi, że katecheza w salach parafialnych, dla tych, którzy naprawdę jej chcą, odbywała się w lepszej atmosferze.  Nikt też nie robił w ostatnich latach solidnych badać sprawdzających ilu Polaków i na jakich zasadach chce religii w szkole.

  1. Sprawę religii reguluje konkordat i nie da się nic z tym zrobić.

Po pierwsze konkordat to umowa dwóch stron i jak każda umowa może być renegocjowana lub wypowiedziana przez każdą ze stron. Ponadto przygotowując projekt ustawy w ramach akcji „Świecka szkoła” udowadniamy, że konkordat nie determinuje opłacania lekcji religii z budżetu państwa, a co najwyżej umożliwia organizację takich zajęć w szkole.

  1. Religia w szkole to wygoda i oszczędność czasu dla rodziców i uczniów.

Po pierwsze takie rozumowanie może dotyczyć głównie rodziców uczniów ze szkoły podstawowej, a wg naszego projektu ustawy zmieniającej zasady finansowania, nie ma przeszkód, żeby po lekcjach na koszt rodziców lub Kościoła zorganizować na terenie szkoły lekcje dla najmłodszych uczniów. Uważamy też, że gimnazjalista lub licealista spokojnie może dojść na katechezę do najbliższego kościoła. Po drugie, uczniowie przekonujący, że religia w szkole oszczędza ich czas, nie biorą pod uwagę sytuacji rezygnujących z religii, którzy tracą 2h tygodniowo siedząc na korytarzu lub w najlepszej sytuacji w bibliotece. Złośliwi przeciwnicy religii komentują też, że wiara wymaga poświęceń.

  1. Religia w szkole to wychowanie.

Nie chcę ustosunkowywać się do tego argumentu, mam inny system wartości i moje zachowania etyczne nie wywodzą się z wiary. Wiem jednak, że dla wielu uczniów religia w szkole to nauka koniunkturalizmu, lekcja dostosowania się.

  1. No i koronny argument: przecież religia nie jest obowiązkowa, czyli każdy ma wybór.

Tak naprawdę wyboru nie ma, nie mają go laiccy rodzice, którzy nie chcą, aby ich dzieci siedziały same w świetlicy, bibliotece, czy w innej sali niż reszta klasy. Nie mają go wierzący, którzy woleliby, żeby atmosfera katechezy była inna. Pozorny wybór jest też dla tych, których wysoka oceny z religii może zadecydować o dostaniu świadectwa z czerwonym paskiem i wyborze lepszego liceum. Pozbawieni są jej ci, którzy wybraliby etykę, ale albo jej nie ma w szkole, albo jest na 9 lekcji (a religia w środku planu). Nie mają mieszkający w małych tradycyjnych środowiskach, gdzie niechodzenie na religię jest źle postrzegane. Nie mają też Ci, którzy widzą, że lekcje religii wpływają na funkcjonowanie szkoły i rozlewają się na przebieg uroczystości szkolnych, czy innych lekcji. Nie wybiorą też ci, którzy woleliby dwa razy większą liczbę godzin angielskiego za pieniądze wydane na katechetów. Wyboru pozbawiono również rodziców, którzy widzą, że katecheci nie są przygotowani do pracy z małymi dziećmi, bo nikt nie wymaga od nich wykształcenia pedagogicznego, których dzieci przychodzą do domu, opowiadając z płaczem przerażeniem o ukrzyżowaniu Chrystusa.

Religię do szkół wprowadzono bez konsultacji społecznych, a teraz zaczynając akcję „Świecka szkoła” chcemy, by społeczeństwo miało szansę wypowiedzieć się, jaka jest prawdziwa opinia Polaków o religii i jej finansowaniu w szkołach.

Bo my chcemy, i wierzymy, że Państwo też  wolą, mieć realny, nie tylko pozorny wybór.

Czytaj również
  • http://polskiateista.pl/ Mariusz

    W jakim stopniu, nauka religii, poszerzyła horyzonty młodych ludzi? Jakie wymierne korzyści przyniosła społeczeństwu ? Na te pytania w prowadzonych rozmowach na forach FB do tej pory nikt mi sensownie jeszcze nie odpowiedział . Pozdrawiam. :)

  • Joaninha23

    Wspolna edukacja publiczna, czyli wspolnie musimy zdecydowac na co wydamy nasze wspolne pieniadze. W takich sytuacjach nigdy nie bedzie zgodny. Zawsze bedzie ktos niezadowolony. A gdybysmy mieli edukacje prywatna, kazdy posylalby swoje dziecko do szkoly, ktora mu najbardziej odpowiada. No, ale poki nie mamy edukacji prywatnej, to bedziemy nadal sie klocic na co wydac wspolne pieniadze. Oczywiscie zdecyduje grupa silniejsza. I tak do konca swiata. Zgody nigdy nie bedzie.

  • duoboy

    Kościół ma tak wielką siłę i wpływ na życie Polaków, że nikt nie miał odwagi protestować – a jest to istny gwałt na młodych umysłach jak by mało było tego, że chrzci nas bez względu na to czy tego chcemy czy nie. Niestety Polak obojętny na wszystko, ręką machnie byle spokój miał. Nie będzie nowoczesności, nie będzie normalności zanim ta kwestia nie zostanie rozwiązana. Sam fakt tego, że Polacy tak dają się zniewolić pokazuje niezbicie jakim narodem jest kraj nadwiślański; nawet własnej konstytucji nie rozumie (chwali się tylko, że jest jedną z pierwszych) gdzie rozdział państwa od kościoła jak BYK!* stoi, ale co tam: byle Maryja błogosławiła i jakoś to będzie.

  • Dariusz Wanat

    Argument 4 – wychowanie należy do rodziców, nie do szkoły. Poza tym wystarczy przejść się do szkoły na taką lekcję, by stwierdzić, że nie ma tam praktycznie żadnych wartości wychowawczych, bo wbijanie na siłę regułek, modlitw i straszenie piekłem za złamanie którejś z tysięcy imperatywnie narzuconych zasad z wychowaniem nie ma nic wspólnego. Zrzucenie „wychowania” na szkołę to też ponadto kolejny przykład lenistwa rodziców, zwłaszcza w wymiarze intelektualnym.

    • Maria Kowalska

      Zapraszam na moją lekcję religii – gwarantuje, że nie ma „wbijania regułek i modlitw na siłę i straszenia piekłem”. Jeśli jest Pan zainteresowany – województwo wielkopolskie:)

      • Yati

        Pani Mario. Uczęszczałam na lekcje religii do 3 klasy gimnazjum. I za każdym razem było to samo, wbijanie regułek na pamięć, mówienie jacy to ateiści źli i niedobrzy i na pewno skończą w piekle, krytykowanie homoseksualistów i nazywanie ich pomiotami szatana, a jak wyrażałam swoją opinię na ten temat, ksiądz mówił, że bezbożnicy, którzy spalą się w piekle głosu nie mają ;)

  • Paweł Możdżyński

    Dwa dodatkowe argumenty na wycofanie religii ze szkół: 1) nikt nie pytał społeczeństwa o zdanie przy wprowadzaniu religii do szkół, nie odbyły się konsultacje, ani – tym bardziej referendum. Decyzja nastąpiła w zaciszu gabinetów rządowo-kościelnych z dziwną wybiórczą amnezją znanego solidarnościowego hasła „nic o nas – bez nas”; 2) religia obecnie funkcjonuje w szkołach na innych zasadach, niż to przewidywały początkowe warunki tego wprowadzenia, zakładające pełne poszanowanie uczęszczających na religię (różnych wyznań chrześcijańskich i niechrześcijańskich), jak nieuczęszczających: Religia miała być prowadzona na ostatniej lub pierwszej lekcji, do wyboru dla każdego ucznia religia lub etyka w tym samym czasie itd., ocena z religii początkowo nie liczyła się do średniej ocen końcowych; coraz większy zakres wpływów przedstawicieli KK w szkole, przejawiające się w epatowaniu symbolami, plakatami, imprezami kościelnymi, zawieszanie lekcji z powodu świąt religijnych itd.

  • Irena van der Meijden

    Maria Kowalska….zaprasza pani na lekcje religii…ale mam nadzieje , zenie w szkole.Szkola ma byc swialta, rozwijac mlode umysly..a nie wciskac bajki. Jest to wolny wybor ludzi i moze odbywac sie poza szkola. Na szczecie uczeszczalam do szkoly za czasow ‚komuny’i problemu za wszechogarniajaca nauka kleru …nie bylo. Teraz jest jakas przymusowa ciemnota. Bylam wierzaca…ale sygnaly jakie odbieram i dzieki biskupstwu ( oblesnemu , zaklamanemu,pazernemu), juz nie mam nic wspolnego z kosciolem, religia.Dlatego jestem przeciwna wprowadzaniu zaklamania, oszustwa w szkolach, ktora ma inne cele. Nauka jezyka dodatkowaa wniesie wiecej dobrego i praktycznego dla dzieci i mlodziezy. A propos…czy katecheci ucza tez o pedofilii nawlasnym przykladzie?

  • Yati

    Jestem uczennicą drugiej klasy liceum. Religię mam dwa razy w tygodniu – w środku lekcji. Siedzę wtedy w bibliotece szkolnej i rozmawiam z bibliotekarką, ale zdecydowanie wolałabym mieć lekcje i skończyć po prostu godzinę wcześniej. Np. w taki piątek mam 6 lekcji (od godziny 9:15) i na trzeciej mam religię… jakby była na ostatniej, to wróciłabym wcześniej do domu. Zanim wypisałam się z religii, byłam na pierwszych paru lekcjach (bo karteczki są dawane rodzicom na zebraniu, a zebranie w trzecim tygodniu września!). Ja jestem osobą, która nie kryje się ze swoimi przekonaniami i na każdej tej lekcji była kłótnia z księdzem, oraz klasą którą nazywam „Legionem Chrystusa”. Normalnie da się z nimi porozmawiać, ale wejdź na temat religii, to są w stanie rozszarpać na strzępy, byle tylko nie kwestionować ich wiary (a w piąteczek idą do klubu, chleją i ruchają się w klubowych ubikacjach). W okresie wielkiego postu też krzywo na mnie patrzą, gdy np. jem sobie bułkę z szynką, zajadam się ulubionymi chipsami itd. Nieraz też się spotykam z próbą nawracania mnie. A jak były rekolekcje, to musiałam na godzinę przyjeżdżać do szkoły tylko po to, by bezczynnie w niej siedzieć. A dojazd zajmuje mi godzinę w jedną stronę.

  • Staś

    no cóż… Pani zapatrywanie jest Pani prywatną sprawą. Jest to optyka skrajnie redukcyjna, właściwie jednowymiarowa, opinia „z zewnątrz”. A ten argument, że istniejący stan to jakiś „dyktat większości” jest żałosny. (Pani wybaczy, ale jest dokładnie odwrotnie, mamy w Polsce doczynienia z dyktatatem lewackiej mniejszości). Bardzo Panią proszę, nie atakować ‚maczugą wspólnych podatków’ katechezy w szkole. Niech Pani spróbuje zrozumieć, że wchodzi Pani ze swoją, (proszę wybaczyć – bardzo ograniczoną logiką) w obszar, który był, jest i będzie bardzo bliski sercu Polaków. Mówimy tu o realnej więzi osobowej, bardzo autentycznej i konkretnej. Więź która wychowała największych synów i córek tej ziemi (to klucz do historii). To ŹRÓDŁO dla nas nigdy nie wyschnie, czy się to komuś podoba czy nie (to klucz do wychowania , samowychowania i…do przetrwania). Mam dwoje dzieci w szkole i sądzę jako podatnik, że są to najlepiej wydane pieniądze w szkole. I jeszcze jedno, wiara i rozum mają wspólne żródło…jest nim Bóg (nie ma tu żadnej sprzeczności, a wszelkie dobro jakie istnieje pochodzi do Boga, również to które jest obecne w Pani życiu. Amen)